gram: GTA IV | słucham: | oglądam: House

Chcąc streścić przebieg ostatnich dni powinienem zacząć od czwartku, trzeciego lipca. O wyjątkowo wczesnej jak dla mnie porze, zapakowałem do auta garść znajomych i wyruszyłem na Open’ er Festiwal 2008. Aby nie zagłębiać się w zbędne szczegóły - pobiłem dwa osobiste rekordy. Po pierwsze - gubienie kluczyków samochodowych w ciągu doby. Mój wynik był tak dobry, że powinienem dostać za niego jakieś trofeum. Albo w łeb. Druga dziedzina w której odniosłem sukces to nie-chodzenie na koncerty na festiwalu muzycznym. Pobiłem swój zeszłoroczny rekord i widziałem jedynie półtora koncertu. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie coś ciekawszego do obejrzenia, bo moje rekordy w durnych dyscyplinach nie są są warte ~300 złotych, które dałem za bilet. No i fajnie by było żeby w 2009 ktoś mi towarzyszył w olewaniu “największego muzycznego wydarzenia w kraju”. Tak, Maciuś, do Ciebie mówię.

W poniedziałek, siódmego lipca, z Gdyni przemieściłem się na Hel. Mógłbym wysilić się na jakieś sprawozdanie, gdyby tylko wyjazd różnił się czymś od tego sprzed roku. Albo tego sprzed dwóch lat. Albo… Mimo wszystko udało mi się oderwać od łódzkiej rzeczywistości i fajnie spędzić kilka dni. Zresztą, jak zawsze na Helu.

Na zakończenie małe ogłoszenie. Wszystkie kobiety które czytają bloga i nie komentują wpisów są grube i brzydkie, każdy mężczyzna uprawiający podobny proceder ma małego penisa. Proszę komentować i dementować plotki. Koniec ogłoszenia.

Nero

W poniedziałek, 16 czerwca 2008, o godzinie 11:05 zostałem studentem. Ponownie. Oficjalnie muszę jeszcze przebrnąć przez ślubowanie, ale to, jak wiadomo, tylko formalność. Studiuję komunikację wizualną na wydziale wzornictwa w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania.

Przede wszystkim bardzo pozytywnie zaskoczył mnie klimat uczelni. Niby nie była to moja pierwsza wizyta, ale dopiero teraz uświadomiłem sobie w co się pakuję. Czekając na rozmowę kwalifikacyjną, podsłuchałem dyskusję dwóch studentek. Rozpaczały nad wynikami z fotografii reklamowej i stron internetowych. Katastrofa! Jakby tego było mało na planie zajęć nie znalazłem ani matematyki, ani mechaniki. Czytelniku, wiedz, że pisząc te słowa jestem szeroko uśmiechnięty. Jestem szczęśliwy. Mam nadzieję, że szkoła nie znudzi mi się zbyt szybko. Znowu.

Dzisiaj moja rodzina rozrosła się o 10 kilogramów. W typowy dla Politów sposób, działając pod wpływem impulsu, głupiej myśli, kupiliśmy psa. Kwestię rasy uzgadnialiśmy 60 sekund. Byliśmy zgodni co do jednego - nie chcemy dobermana. Nie ze względu na dotychczasowe doświadczenia, wręcz przeciwnie. Mimo, że każdy z domowników uważa ów rasę za najcudowniejszą, nie chcieliśmy by nowy czworonóg przypominał Rockiego. Dlatego zdecydowaliśmy się na psa bardziej przyjacielskiego i spokojniejszego. Labrador? Golden Retriever? Nie. Od kilku godzin mieszka z nami dog niemiecki.

nero.gif

Słowo “szczeniak” zupełnie nie pasuje do potwora którego przyprowadziliśmy dzisiaj do domu. Ma dopiero 14 tygodni, a je tyle ile typowy, duży, dorosły pies. Już waży 10 kilo, a z każdym tygodniem dojdzie mu kolejny kilogram. Wabi się Nero.

Dzisiaj już środa. Od niedzieli myślę o dodaniu nowej notki, o podsumowaniu majówki.

Nie wiem co sprawiło, że te 3 dni wspominam z uśmiechem na ustach. Bawiłem się w towarzystwie osób, z którymi zwykle się bawię. Robiłem to, co zwykle robię. Czyżbym doczekał momentu, w którym samo przebywanie z przyjaciółmi sprawia mi radochę? Nie, to musi być jakaś pomyłka! Wysilam się na odrobinę sarkazmu, bo nie wiem jak zacząć następny akapit. Nie wiem czy w ogóle powinienem go zaczynać. Cóż, majówka była wyjątkowo udana, ale jej końcówka już nie.

W moim życiu nie ma zbyt wielu stałych, niezmiennych elementów. Przyzwyczaiłem się, że zwykle dużo się u mnie dzieje. Czegokolwiek bym nie zrobił, w jakiekolwiek kłopoty bym się nie wpakował zawsze, gdy wracałem do domu, czekał na mnie mój kumpel. Jedyny, który nie oceniał tego co robię. Jedyny, który był przy mnie bez względu na wszystko, od zawsze.

rocky.jpg

Jeżeli ktoś uważa, że śmierć zwierzaka, domowego pupila jest czymś błahym, to może sobie darować dalszą lekturę. Ja czuję się jakby odjęto mi rękę. Brakuje mi go. Ten walnięty czworonóg miał na mnie większy wpływ niż ktokolwiek jest sobie w stanie wyobrazić. Bo nie każdy mieszka z psem w jednym pokoju, nie każdy jeździ z nim do szkoły czy na wakacje. Gdy w sobotę w nocy jego organizm zaczął odmawiać posłuszeństwa, stało się jasne, że to koniec. Pieprzę, decyzja o skróceniu jego męk była jedną z trudniejszych w moim życiu. Po piętnastu latach wspólnego obcowania stwierdzam, że była to najgenialniejsza istota jaką miałem okazję poznać. Rocky.

Znowu zaniedbałem bloga. Nie żebym to przeżywał, po prostu jestem zły, że brakuje mi głupich 15 minut na dodanie nowej notki. Weekend majowy nadszedł w samą porę. Wreszcie ilość wolnego czasu mieści się w normie. 100% czasu wolnego.

Ostatnie dni były dość intensywne. Przede wszystkim ze względu na natłok zleceń. W miarę możliwości udało mi się wykonać wszystkie zadania i zadowolić klientów, a tym samym - zarobić. Jakkolwiek wyuzdanie by to nie brzmiało. Niestety coraz częściej moje drugie, leniwe “ja” przypomina o swojej obecności. Ciężka praca mnie nie przeraża, ale czuję, że powinienem mieć ludzi, którzy pracowaliby za mnie. Wydaje mi się, że to jedyna, słuszna droga. Między innymi dlatego postanowiłem założyć firmę. Od pierwszego czerwca będę prezesem firmy Sebastian Polit - Studio Graficzne. Wiem, nazwa jest krótka, chwytliwa i nowoczesna. Lepsze to, niż Poleet SG, prawda?

Wielkimi krokami zbliża się czerwiec, a co za tym idzie - wiele nowego. Przede wszystkim rozmowa kwalifikacyjna na studia. Teczka z moimi przykładowymi pracami powinna już pękać w szwach, a póki co świeci pustkami. Muszę się do tego przygotować jeśli chcę zrobić dobre, pierwsze wrażenie. Nie wiem po co się okłamuję, dobrze wiem, że będę drukował rysunki godzinę przez rozmową. Druga sprawa - wakacje. Wygląda na to, że wyjazd do Stanów spali na panewce. W przyszłym roku nie odpuszczę! Tymczasem pozostaje pocieszyć się Hiszpanią i… kolejnym Open’erem! Wszystko wskazuje na to, że mimo braku wybitnych zespołów i tak odwiedzę tegoroczny festiwal w Gdyni. The Raconteurs i Interpol powinny dać radę.

Półtora miesiąca byłem pochłonięty pracą. Obiecuję, nigdy więcej!